Jesień przyszła i na dobre się rozgościła. Nie zdążyłam nawet dobrze pochodzić w swetrach i bluzach, a już trzeba wyciągać grubszy kaliber. Niestety parę ładnych lat temu przestałam rosnąć, więc moja garderoba nie zmienia się tak często, jak garderoba mojej dwulatki. W zeszłym roku, mniej więcej o tej porze uszyłam jej kurteczkę, która zrobiła się już trochę za mała. Nie zostało mi więc nic innego, jak uszyć nową.
7 października 2016
22 września 2016
Prezent dla maluszka
Nie wiem, czy to jest kwestia braku wiary we własne umiejętności, czy faktyczny brak tychże, ale z jakiś powodów przeważnie nie przyjmuję zamówień na wykonanie czegokolwiek w technice decoupage. Każdemu podoba się coś innego, każdy ma swoje wyobrażenie danej rzeczy, więc trafienie w czyjś gust jest nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, jeśli robiąc coś, koncepcja zmienia się wielokrotnie w trakcie pracy. Tak właśnie jest u mnie, więc nigdy nie ma gwarancji, że wersja ostateczna będzie wyglądać tak, jak wymyśliłam na początku. Jednak to zamówienie zgodziłam się zrealizować ;)
25 sierpnia 2016
Tunika z falbanką
Korzystając z okazji, że maszyna jeszcze nie ostygła po szyciu bluzy, machnęłam na szybko bluzeczkę. No, może nie szybko, ale kilka godzin, to w moim przypadku naprawdę dobry wynik. A i efekt, o dziwo, całkiem zadowalający. Kto chce zobaczyć kwiecistą tunikę z falbanką i rękawem 3/4 zapraszam do lektury!
24 sierpnia 2016
Motylkowa bluza z kapturem
Nie wiem jak Wy, ale ja powoli zaczynam czuć jesień... W związku z ostatnim pogorszeniem pogody, zamiast pogorszenia nastroju, dostałam zastrzyk szyciowej motywacji. Z początkiem lata planowałam wzbogacić Tośkową garderobę w projekty z Ottobre, ale jak to zwykle u mnie bywa, skończyło się na jednym ubranku. I tak przeleciało mi lato bez nowych maszynowych osiągnięć. Skoro okazji do noszenia letnich strojów już coraz mniej, to postawiłam na jesień! Tym sposobem uszyła się u mnie motylkowa bluza.
18 sierpnia 2016
Zakładki do książek metodą decoupage
Jakieś pół roku temu wymyśliłam sobie zmianę wystroju w salonie. Zaczęłam wtedy zaopatrywać się w turkusowe dodatki, uszyłam poduszeczki, a nawet przemalowałam swoją starą niciarkę. Ostatnio stwierdziłam, że brakuje mi jeszcze wazonu ;) Nie znalazłam dotychczas takiego, który by mi odpowiadał, więc jak zwykle musiałam kombinować sama. Przypomniały mi się serwetki z pawiem, które kupiłam przy okazji malowania niciarki. Wyciągnęłam więc moje szpargały do decoupage'u i zabrałam się za przerabianie słoika na wazon. Niestety w trakcie okazało się, że jeden z preparatów do spękań wysechł i musiałam zamówić nowy. Czekając na dostawę i korzystając z okazji, że cały majdan mam rozłożony, machnęłam kilka zakładeczek, które od dawna leżały w moim składziku przydasi...