Od bardzo dawna nie nadużywam słowa "przyjaźń". Mam kilkoro bliskich znajomych, których nie nazywam przyjaciółmi dla zasady. Większość moich dotychczasowych 'przyjaciół' była nimi tylko z nazwy. Ludzie mają to do siebie, że przychodzą, a potem odchodzą. W moim życiu były różne okresy, ale Ona zawsze gdzieś tam była. Niczego ode mnie nie wymaga, niczego nie oczekuje. Przychodzi na każde spotkanie. To Ona stanęła za mną i mężem na ślubnym kobiercu, jako świadek naszej miłości, a to już coś znaczy ;) to taka znajoma, tylko poziom wyżej. Przyznaję, że nie mówię jej wszystkiego - z jednego powodu - po prostu nie chcę tego układu zepsuć. Jest jak siostra, albo matka, albo TAMTO*, jest ze mną zawsze. Ten wpis będzie o niej, a raczej o tym co zrobiła!